Bratysława, której stanowisko w kwestii wzmocnienia Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF) było przez dłuższy czas dość niepewne, zdaje się coraz bliższa tego, by rzecz przegłosować w parlamencie. Ugrupowanie Wolność i Solidarność (SaS), koalicjant partii rządzącej, które sprzeciwiało się przyjęciu planu ratunkowego dla Grecji, grożąc nawet zerwaniem centroprawicowej koalicji kierowanej przez Ivetę Radičową, „zgodziło się w końcu na – jak pisze w tytule SME – ustanowienie zapory chroniącej euro”. Zgodnie z zawartym przez panią premier porozumieniem Słowacja przyjmie zmiany wprowadzone do EFSF, ale nie będzie w nim uczestniczyć w wymiarze finansowym. SME nazywa ten kompromis „naiwnym i egoistycznym”. Wzmocnienie EFSF musi być zatwierdzone przez wszystkie kraje strefy euro. Do tej pory ratyfikowało je dziesięć państw. Słowacja ma nad nim głosować 17 października, w dniu wyznaczonym przez europejskich przywódców i Europejski Bank Centralny jako ostateczny termin.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?