Parlament finlandzki na sesji w dniu 28 września przyjął 103 głosami za wobec 66 przeciw, wzmocnienie Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF). Pierwszą konsekwencją tej decyzji jest – jak ostrzega na pierwszej stronie dziennik Helsingen Sanomat – „zwiększenie przez Finlandię ryzyka własnego zadłużenia”. Gazeta helsińska wyraża obawę, że to ryzyko, jakie bierze się na siebie, przyjmując zobowiązanie „pilnego finansowania krajów europejskich w kryzysie”, jest zbyt duże. Lęki takie wydają się w jakimś stopniu uzasadnione, skoro w najbardziej drażliwej kwestii, a tą są gwarancje, których Helsinki żądają od Aten, pozostaje ciągle wiele niejasności, pisze dziennik. Finlandia jest dziewiątym krajem strefy euro, który ratyfikował tę propozycję. Dziesiątkę zamykają Niemcy; parlament w Berlinie ratyfikował pakiet 29 września.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?