„Odprawianie egzorcyzmów u łóżka chorego”, taki tytuł daje zaniepokojony tygodnik Falter. W artykule pod tym tytułem donosi o pewnym rozprzestrzeniającym się w Austrii zjawisku, którego najlepszą ilustracją będzie to, że główny specjalista od wypędzania złych mocy w diecezji wiedeńskiej „sam wykonuje 50 takich zabiegów rocznie”.
„Czy także w szpitalach?”, zapytuje pismo. Mamy tu do czynienia, pisze dalej, z czymś więcej niż psychozą. Dowodzi tego choćby seminarium zorganizowane pospołu przez egzorcystę oraz kierownika usług neuropsychiatrycznych drugiego co do wielkości szpitala Wiednia, „katoliccy fundamentaliści przy łóżkach pacjentów w publicznych szpitalach miejskich” czy też „psychiatrzy, którzy leczą dawkami egzorcyzmów”. Te praktyki, twierdzi tygodnik, stygmatyzują umysłowo chorych, niby to opanowanych przez diabła.
„Witamy we współczesnym katolicyzmie”, ironizuje gazeta. Zamiast kierować się reformami Soboru Watykańskiego II, austriacki Kościół przyciąga wiernych za pomocą mikstury uwalniającej od demona, zaklęć, mistycyzmu i okultyzmu. Rezultat – austriackie biskupstwa nie są w stanie sprostać wszystkim prośbom o odprawienie egzorcyzmów”.
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?