Karadzić „nie pozwoliłby skrzywdzić pszczoły”
To pod jego wodzą w latach dziewięćdziesiątych, gdy rozpadała się Jugosławia, bośniaccy Serbowie ogłosili niepodległość. Karadžić, wspierany przez prezydenta Serbii Slobodana Miloševicia, wszczął brutalną wojnę przeciwko bośniackim Muzułmanom. Trzynaście lat po oskarżeniu go o ludobójstwo i zbrodnie przeciwko ludzkości oraz rok po aresztowaniu i przekazaniu Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu dla byłej Jugosławii w Hadze (ICTY), Jack Hitt pisze o nim w niedzielnym wydaniu New York Timesa.
Wypłynął w Belgradzie jako Dragan Dabić. W przebraniu, z długą brodą wyglądał – to określenie jednego ze świadków – jak „mnich, który zrobił coś nieprzyzwoitego z zakonnicą”. Ukrywający się Karadžić stał się przed kilkoma laty uzdrowicielem. Szybko zyskał sławę w światku medycyny alternatywnej, współpracował z seksuologiem zainteresowanym odmładzaniem nasienia i sprzedawał amerykańskie preparaty witaminowe. Serbowie, pisze Hitt, mają mieszany stosunek do tej postaci. Uważany jest za „dzielnego obrońcę serbskiej czystości”, a wielu tęskni za tym „łagodnym spirytualistą”, który kochał wszelkie życie do tego stopnia, że „nie pozwoliłby skrzywdzić pszczoły”.
W obliczu kryzysu i bezrobocia młodzi Litwini postępują tak samo, jak niegdyś ich przodkowie – emigrują. Dziesiątki tysięcy z nich opuściło kraj w poszukiwaniu lepszego życia, głównie na Wyspach Brytyjskich i w Skandynawii, pisze tygodnik Veidas.
Kolejne spotkanie eurogrupy, które odbyło się 9 lutego nie wystarczy, aby oddalić widmo greckiego bankructwa. Jeśli Grecja jest w dużym stopniu odpowiedzialna za kryzys, UE i jej partnerzy także w niemałym stopniu się do niego przyczynili. Ich przekazy wprowadzają zamieszanie, a brak strategii zamienił rozwiązywalny problem w mieszankę wybuchowa.
Dwa obozy, dwie tezy, dwie wizje Francji. Osiemnaście lat po rzezi 800 000 Tutsi wciąż wzbudza emocje i kontrowersje rola, jaką odegrał w niej Paryż. Spojrzenie na nią zmienia się wraz z postępującym śledztwem.