Zidane na prezydenta
Odnosząc się do niskiej frekwencji w wyborach do Parlamentu Europejskiego, Gareth Harding pisze w Wall Street Journal, że o ile Unia Europejska zdołała stworzyć instytucje, to brakuje jej „elektoratu czy też tego, co Grecy określali jako demos”. Istnieje głęboki rozziew pomiędzy Brukselą a „przytłaczającą większością Europejczyków postrzegających politykę przez pryzmat spraw krajowych”.
Jednak w epoce tanich linii lotniczych, dodaje Harding, Europejczycy „podróżują po kontynencie tak intensywnie jak nigdy dotąd”. Integracja europejska zawdzięcza równie wiele założycielowi Ryanair, Michaelowi O’Leary, co ojcom-założycielom Unii. Kolejnym dowodem na to, że być może mamy do czynienia z kształtowaniem się „narodu europejskiego” jest sukces Ligi Mistrzów. „Jeżeli da się zeuropeizować sport” – zauważa Harding – „to nie ma powodu, dla którego nie dałoby się zrobić tego samego z polityką. Wszystko, czego teraz potrzebujemy, to polityczny odpowiednik Zinedine’a Zidane’a”.
Kolejne spotkanie eurogrupy, które odbyło się 9 lutego nie wystarczy, aby oddalić widmo greckiego bankructwa. Jeśli Grecja jest w dużym stopniu odpowiedzialna za kryzys, UE i jej partnerzy także w niemałym stopniu się do niego przyczynili. Ich przekazy wprowadzają zamieszanie, a brak strategii zamienił rozwiązywalny problem w mieszankę wybuchowa.
W obliczu kryzysu i bezrobocia młodzi Litwini postępują tak samo, jak niegdyś ich przodkowie – emigrują. Dziesiątki tysięcy z nich opuściło kraj w poszukiwaniu lepszego życia, głównie na Wyspach Brytyjskich i w Skandynawii, pisze tygodnik Veidas.
Dwa obozy, dwie tezy, dwie wizje Francji. Osiemnaście lat po rzezi 800 000 Tutsi wciąż wzbudza emocje i kontrowersje rola, jaką odegrał w niej Paryż. Spojrzenie na nią zmienia się wraz z postępującym śledztwem.