Masowe szczepienia przeciwko „epidemii stulecia”, nowe zabezpieczenia antyterrorystyczne na lotniskach, wprowadzone po nieudanej próbie przeprowadzenia zamachu w Boże Narodzenie. Rok rozpoczął się od zaostrzenia środków bezpieczeństwa, jakby badano, ile jeszcze mogą wytrzymać nerwy obywateli.
Wystawiani nieustannie na działanie kolejnych hiobowych wieści o grożących niebezpieczeństwach, z których każde wydaje się większe niż poprzednie, najpierw zastanawiają się, co lepsze – dręczyć się czy machnąć ręką, a na koniec uodparniają się całkowicie na wszelkie alarmy. Rządy natomiast boją się popełnić błąd, przebijają się więc w stosowaniu zabezpieczeń i bez opamiętania powtarzają zasadę „lepiej zapobiegać niż leczyć”.
Niby słusznie. Chociaż grypa A (H1N1) spowodowała mniej ofiar śmiertelnych niż coroczna grypa sezonowa, a próby zamachów na samoloty od lat są udaremniane. Porażkę kandydatów na męczenników zawdzięczamy postawie pasażerów (niewykrywalnej na bramkach czy w czasie kontroli osobistej), którzy o zbiorowym męczeństwie ani myślą, oraz skutecznej informacji.
Ostatni przypadek, w który zamieszany był słowacki elektryk zatrzymany w Dublinie za nieświadome przewożenie środków wybuchowych, pokazuje skądinąd, że zagrożenie pojawia się tam, gdzie najmniej się go spodziewamy. Podczas zorganizowanego 7 stycznia spotkania omawiano wzmocnienie środków bezpieczeństwa w samolotach (pozostawiając na łasce losu transport kolejowy i miejski), w szczególności zaś wprowadzenie słynnych „skanerów ciała”.
Szefowie unijnych państw podzielili się na zwolenników „maksymalnego bezpieczeństwa” (Włochy, Zjednoczone Królestwo, Holandia) oraz niezdecydowanych (Francja, Niemcy, Belgia), którzy uważają, że obecnie stosowane środki wystarczą. Nawet jeśli Komisja Europejska postanowi je zaostrzyć, mogą upłynąć miesiące, zanim wprowadzone zostaną w życie. Pasażerowie tymczasem proszeni są o uzbrojenie się w… cierpliwość.
Gian Paolo Accardo
Choć Estończycy uważają się za naród podłączony do sieci, to statystyki pokazują, że tylko jedna trzecia ludności ma konto w słynnym serwisie społecznościowym. Bo życie prywatne nie powinno być na pokaz, uważają ci pozostali.
Przywódca Koalicji Radykalnej Lewicy to nowa nadzieja greckiej polityki. Manewrując zręcznie między pragmatyzmem a retoryką walki klas, sieje on niepokój w Berlinie – i to nie tylko wśród zwolenników merkelowskiej polityki zaciskania pasa.
Gospodarcze niedole Europy zmuszają nas do próby zrozumienia tajemnego, olimpijskiego świata globalnych finansów. Czy jednak teraz, kiedy zwracamy większą uwagę na rentowności obligacji i mechanizmy stabilności, nie staje się jasne, że eksperci, tam na swoich wyniosłych szczytach, też nie wiedzą, co się dzieje?