W rozmowie z Presseurop nowy premier Włoch Mario Montim wytycza kierunek dalszego rozwoju jednolitego rynku. Ten były europejski komisarz odpowiedzialny najpierw za rynek wewnętrzny, a następnie za sprawy konkurencji jest jednym z czołowych ekspertów w zakresie jednolitego europejskiego rynku – i jednym z jego obrońców.
To właśnie powód, dla którego przewodniczący Komisji José Manuel Barroso zlecił mu w 2010 r. sporządzenie raportu – „Nowa strategia na rzecz jednolitego rynku”.
Czy w ocenie Mario Montiego zakwestionowanie niektórych zasad jednolitego rynku, takich jak swobodny przepływ, jest efektem obecnego kryzysu, czy może przejawem głębszego trendu? „Bieżące trudności ekonomiczne oczywiście się do tego przyczyniają”, odpowiada były komisarz, ale zarazem ubolewa nad „tendencją do życia z mniejszą akceptacją, mniejszym entuzjazmem”, niż było to w pionierskich czasach, gdy projekt ten dopiero ruszał.
Nasz rozmówca, niegdysiejszy rektor mediolańskiego Uniwersytetu Bocconi, zauważa „zmęczenie integracją”, które znalazło swój wyraz zwłaszcza podczas referendów we Francji i w Holandii w 2005 r., oraz „zmęczenie rynkiem w ogóle”.
Przy okazji kryzysu finansowego „wielu zastanawiało się, czy gospodarka rynkowa jest dobrym rozwiązaniem?”. Były komisarz twierdzi, że „z pewnością jest ona jedynym rozwiązaniem”, choć należy poprawić jej funkcjonowanie i nadzór nad nią.
Złożoność jednolitego rynku, jak również procesów politycznych i legislacyjnych w Europie, przyczynia się nierzadko do tego, że mieszkańcy kontynentu przestają się tym wszystkim interesować, a nawet popadają w eurosceptycyzm. „Trudno wyjaśnić częstokroć niewidoczne, ale realne korzyści związane z jednolitym rynkiem”, przyznaje Mario Monti.
Właśnie dlatego trzeba, jego zdaniem, „zmienić w sposób selektywny niektóre kierunki działania w obszarze tegoż rynku”. Tak więc autor „Nowej strategii na rzecz jednolitego rynku” cieszy się: „Wiele moich sugestii jest przedmiotem szczegółowych propozycji ze strony Komisji”.
Pozostaje jeszcze uzyskać poparcie państw członkowskich i ich przywódców, którzy muszą patrzeć na kalendarz wyborczy albo stoją w obliczu trudności gospodarczych. Wygląda na to, że Mario Monti nie robi sobie złudzeń, kiedy wyraża pogląd, że przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy powinien poświęcić jedną z sesji Rady sprawom jednolitego rynku, aby „przekonać do wzięcia na siebie wyraźnej odpowiedzialności na najwyższych szczeblach naszych rządów”.
W takim przypadku, nie kryje nadziei były komisarz, „będzie trochę trudniej dystansować się i pozostawać w cieniu w obliczu postulowanego wspólnego wysiłku na rzecz wzrostu, zatrudnienia i trwałości euro w długim okresie”.
Czy w kilka dni po ogłoszeniu planu pomocy dla Portugalii i w okresie, gdy sytuacja Grecji wywołuje wiele obaw i plotki o możliwości porzucenia przez nią wspólnej waluty, Europa powinna obawiać się pogłębienia się kryzysu?
„Mam nadzieję, że najgorsze jest już za nami”, chciałby wierzyć Mario Monti, który stwierdza, że „cokolwiek się nie wydarzy, Europa jest obecnie w dużo lepszym położeniu, aby móc się z tym zmierzyć”. Z „niezwykłą szybkością nadrobiła ona swoje opóźnienia” i dysponuje dziś „dużo efektywniejszym” sposobem zarządzania, wyraża zadowolenie były komisarz.
Rozmowa odbyła się przy okazji Festiwalu Europy w Wenecji w maju br.
