Takim tytułem tygodnik The Economist opatrzył artykuł poświęcony niepokojącemu wzrostowi niespłacanych długów w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Dzieje się tak mimo sprzyjającej koniunktury w ostatnich miesiącach.
Na Łotwie jedna piąta długów nie jest już obsługiwana, w Polsce i na Węgrzech te z nich, które nazywa się „złymi”, nie przekraczają wprawdzie 8% udzielonych kredytów, ale ich wartość stale rośnie. Na Ukrainie – jak oceniają eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego – niespłacana może być co trzecia pożyczka.
Dziennik Gazeta Prawna podaje, że od maja br. wartość przeterminowanych zobowiązań wzrosła w Polsce o 15%, do niemal 22 mld złotych. Na jego łamach nakreślony jest także portret typowego polskiego dłużnika, to mężczyzna w wieku 30–39 lat zamieszkały w województwie śląskim. Dlaczego w krajach regionu przybywa „złych długów”?
Ano dlatego, że – jak pisze The Economist – pożyczkobiorcy są „niezdrowo uzależnieni” od kredytów w obcych walutach, przede wszystkim we frankach szwajcarskich. Na Węgrzech prawie 2/3 długów gospodarstw domowych denominowanych jest w walutach innych niż forint. Na Łotwie wskaźnik ten jest jeszcze wyższy i sięga około 90%.
Tymczasem w ostatnim czasie frank szwajcarski znacznie zyskał na wartości (zamiast dwóch złotych, dziś kosztuje ponad trzy), a jakby tego było mało, centralny bank Szwajcarii podniósł stopy procentowe. The Economist uspokaja, że rosnąca wartość „złych długów” na Wschodzie kontynentu nie powinna jednak być zagrożeniem dla europejskich banków (UniCredit, Erste Group czy OTP), które – jak wykazały ostatnio przeprowadzone testy – mają dość kapitału, by poradzić się sobie nawet z poważnymi tąpnięciami na rynkach finansowych.
Na problem „złych długów” zareagował już polski rząd wprowadzając obostrzenia w przyznawaniu kredytów w walutach obcych (wymóg 20% wkładu własnego), a władze Węgier zakazały udzielania takich pożyczek. „To tak, jakby zainstalować zraszacze na zgliszczach spalonego domu”, obrazowo podsumowuje te działania The Economist ostrzegając, że mogą one jeszcze bardziej ograniczyć dostępność kredytów na spragnionych gotówki rynkach wschodnich.
Maciej Zglinicki
