Polska poniosła ogromną, niespodziewaną stratę. Nie żyje prezydent Lech Kaczyński z żoną oraz kilkudziesięciu wysokich urzędników państwowych, między innymi wicemarszałkowie Sejmu, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, prezes NBP, najwyżsi dowódcy wojskowi.
Zginęli w sobotę rano (10 kwietnia) w katastrofie rządowego samolotu Tu-154 niedaleko lotniska w Smoleńsku, w drodze na uroczystości upamiętniające 70. rocznicę mordu polskich oficerów w Katyniu. Informacja ta, przyjęta początkowo z niedowierzaniem, wstrząsnęła Polską, a następnie światem.
Ze wszystkich stron zaczęły napływać do Warszawy kondolencje i wyrazy współczucia. Największe sieci telewizyjne, CNN, BBC World, Al-Dżazira, na bieżąco przekazywały informacje nt. katastrofy. Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili wspominał w CNN Lecha Kaczyńskiego mówiąc, że nigdy nie spotkał polityka, który równie twardo broniłby wyznawanych przez siebie wartości. „Lech Kaczyński był bohaterem Gruzji i duszą Polski, duszą, która nie zginęła wraz z nim”, mówił wzruszony gruziński przywódca.
W historii nie było podobnej tragedii. Okrutną ironią losu jest, że doszło do niej niedaleko miejsca, gdzie 70 lat wcześniej zginął kwiat polskiej inteligencji. Katyń pozostanie dla nas, Polaków, miejscem przeklętym, jątrzącą raną w zbiorowej świadomości. Konsekwencje straty, jaką ponieśliśmy, trudno w tej chwili ocenić, z pewnością będą jednak odczuwalne przez wiele lat.
Jedynym pocieszeniem może być nadzieja, że – podobnie jak po śmierci papieża Jana Pawła II – Polacy zjednoczą się w obliczu narodowego nieszczęścia, wzniosą ponad polityczne podziały i wyjdą z tej tragedii wzmocnieni. Polska staje dziś przed wielkim wyzwaniem, ale i wielką szansą zmiany na lepsze. Nie możemy jej zmarnować – jesteśmy to winni tym, którzy zginęli.
MZ
