Najlepsze artykuły z prasy europejskiej

Feed Blog

Krzyż i półksiężyc

W poszukiwaniu utraconej tożsamości

16 grudnia 2009

Opowiedzenie się Szwajcarów za zakazem budowy minaretów wywołało u jednych Europejczyków dreszcz niepokoju, a u drugich westchnienie ulgi, że długo skrywane obawy wreszcie znalazły swoje ujście. Europejska prawica zaczęła bić w wojenny bęben, podnieśli głowy zwolennicy tezy o „zderzeniu cywilizacji”.

Obrońcy politycznej poprawności również zwarli szyki, by zgodnym chórem potępić decyzję szwajcarskiego społeczeństwa. Zlaicyzowane liberalne elity Zachodu znalazły się między młotem a kowadłem: bronią religijnych swobód muzułmanów, a zarazem nabierają wody w usta, gdy odgórnie ograniczana jest swoboda manifestacji przekonań religijnych własnych obywateli.

Jak inaczej bowiem interpretować niedawny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka zakazujący umieszczania krzyży we włoskich szkołach. Na jednej szali wagi znalazły się wartości demokratyczne, a na drugiej lęk przed obcymi wyznającymi odmienną religię.

Niezbyt szczęśliwe inicjatywy w rodzaju tej, z którą wyszły ostatnio władze Politechniki w Hadze, rezygnując z ustawienia w tym roku choinki, która – ich zdaniem – byłaby zaprzeczeniem „wielokulturowego wymiaru” tej szacownej instytucji, jedynie potęgują zagubienie Europejczyków.

„Akceptacja różnorodności w społeczeństwie polega na tym, że można ją swobodnie manifestować, a nie ukrywać. Jesteśmy różni, różnie myślimy i żyjemy. Każdy z nas powinien cieszyć się pełną swobodą manifestacji swojej odmienności”, przekonuje na łamach holenderskiego dziennika De Volkskrant publicysta Malou van Hintum.

Tyle że większość obywateli zamożnego i laickiego Zachodu nie ma już czego manifestować. I tu leży problem. Pod wpływem globalizacji, rozkwitu kapitalizmu oraz integracji w obrębie Unii rozpłynęła się gdzieś narodowa tożsamość Europejczyków. Dochodzi ona do głosu jedynie na piłkarskich stadionach, ubolewa na łamach szwajcarskiego Le Temps amerykańsko-holenderski pisarz i historyk Ian Buruma.

Paneuropejska tożsamość zlewa się coraz częściej z nową religią, jaką stała się ekologia. Zieloni wojownicy, jak przystało na neofitów, występują przeciw zastanemu porządkowi, poświęcają życie zawodowe i prywatne w imię wyższych, globalnych wartości, jakimi stały się dla nich ochrona środowiska i dobrobyt przyszłych pokoleń.

Czy nie jest to rozpaczliwe poszukiwanie sensu w życiu, poczucia wspólnoty i wartości, dla których warto żyć i umierać? „Czy nie jest przypadkiem tak, że zazdrościmy islamowi minaretów, bo zdobią one budowle, gdzie gromadzą się ludzie, którzy z własnej woli zwracającą się do innych ’siostro’ i ’bracie’”, pyta na łamach belgijskiego De Standaard pisarz Oscar van dem Boogaard.

Strach przed obcą religią rodzi się o wiele łatwiej w społeczeństwach pozbawionych korzeni i o słabej tradycji, które podświadomie postrzegają wiarę innych jako zagrożenie. Szwajcarskie referendum powinno zmusić Europejczyków do refleksji nie tylko nad polityką imigracyjną, ale przede wszystkim nad problemami z własną słabnącą tożsamością.