Kultura i debaty Media i multimedia

Węgry: Dokąd kroczysz, Budapeszcie?

22 grudnia 2010
Gazeta Wyborcza Warszawa

Uczestnik manifestacji przeciwko Viktorowi Orbánowi, Budapeszt grudzień 2010.

Uczestnik manifestacji przeciwko Viktorowi Orbánowi, Budapeszt grudzień 2010.

AFP

Premier Viktor Orban przepchnął 21 grudnia przez węgierski parlament ustawę ograniczającą wolność prasy. Dlaczego nikt o tym nie mówi w Europie, przecież Węgry przygotowują się właśnie do objęcia unijnej prezydencji, zastanawia się publicysta Gazety Wyborczej Jacek Pawlicki.

Zimą 2000 r. kraje Unii Europejskiej nałożyły bezprecedensowe sankcje dyplomatyczne na Austrię, kiedy do rządu w Wiedniu weszła partia ksenofoba Jörga Haidera. Byłem wówczas korespondentem w Brukseli i pamiętam doskonale rytualne rwanie szat, jakie się tam wtedy odbywało.

Pamiętam upokorzonych Austriaków i samego Haidera, który przyjechał do unijnej stolicy, by pokazać, że nie jest żadnym hitlerkiem w karynckim żabociku. W styczniu 2011 r. przewodnictwo w Unii obejmą Węgry, których premierem jest od kwietnia zmierzający ku rządom autorytarnym Viktor Orbán.

Dzięki temu, że ma ponad trzy czwarte głosów w parlamencie i opozycję w rozsypce, we wtorek w nocy przeforsował ustawę kagańcową. Za jej sprawą jego rząd będzie mógł kontrolować i finansowo szykanować wolne media, wykorzystując dowolny pretekst i wpływową radę ds. mediów, którą też ma w ręku.

Wcześniej przejął niemal wszystkie instytucje państwowe, wygrażając nawet Trybunałowi Konstytucyjnemu. Rozwścieczył też Słowaków ofertą węgierskich paszportów dla madziarskiej mniejszości na Słowacji. Cały komentarz można przeczytać na stronie Gazety Wyborczej