Białoruski prezydent Aleksandr Łukaszenko szykuje się na czwartą kadencję po, jak się wydaje, kolejnych sfałszowanych wyborach. Niemniej jednak Zachód nie powinien odwracać się plecami do swego wschodniego sąsiada, przekonuje Rzeczpospolita.

I znowu wybory na Białorusi stały się dla Zachodu problemem. Bicie przez milicję kontrkandydatów urzędującego prezydenta, pałowanie demonstrantów, zatrzymywanie opozycjonistów – to wszystko raczej nie pomaga podjąć decyzji o otwarciu się na łukaszenkowską Białoruś. Wygląda to jak powrót do ponurych czasów, gdy dzierżący stery władzy w tym państwie zwany był ostatnim dyktatorem Europy.

Na dodatek na ulicach Mińska podważane są rezultaty niedzielnych wyborów – opozycja podaje, że wynik Łukaszenki był dwa razy niższy niż ten, który wypadł z zamówionych przez władze sondaży exit polls. Jak więc zareagować na oficjalne rezultaty?

Czy przywrócić sankcje wobec białoruskich władz, znów zakazać dygnitarzom poruszania się po świecie zachodnim, odciąć Łukaszenkę od alpejskich stoków i wyjazdów do Berlusconiego? Łatwiej powiedzieć, jak zareagować na pobicie kandydata Uładzimira Nieklajeua – ostrą krytyką i oburzeniem.

Cały artykuł można przeczytać na stronie dziennika Rzeczpospolita