W ślad za niedawnymi wydarzeniami – wypowiedzeniem przez francuskiego prezydenta wojny przestępcom „urodzonym za granicą” oraz bulwersującymi scenami przymusowej eksmisji czarnoskórych nielegalnych lokatorów pod Paryżem – publicystka Guardiana twierdzi, że w dobie sprawowania urzędu przez Sarkozy’ego Francja coraz bardziej pogrąża się w społecznym chaosie.
Nawet na tle tego, co zwykło się dziać na francuskich przedmieściach, te amatorskie zdjęcia są rozpaczliwie przygnębiające. Pokazują, jak specjalny oddział policji na niesławnym podparyskim Seine-Saint-Denis rozbija demonstrację wyeksmitowanych matek, niektórych z nich w ciąży. Z takimi samymi szacunkiem i wrażliwością, z jakimi zwykli traktować pijanych awanturników, policjanci pałują kobiety, obezwładniają je, a następnie ciągną po asfalcie przy wtórze płaczu ich kilkuletnich lub kilkumiesięcznych dzieci.
Sceny te nakręcone zostały rankiem 21 czerwca na szczególnie niespokojnym osiedlu zwanym La Courneuve, przed blokiem mieszkalnym imienia Balzaka. Niszczejący piętnastopiętrowy budynek przeznaczony został do rozbiórki, co oznacza bezdomność dla dziesiątek nielegalnych lokatorów. Niemało jest wśród nich młodych matek pochodzących z Wybrzeża Kości Słoniowej i to one zostały głównie sfilmowane, kiedy protestowały, nieruchomo siedząc, a potem zostały wzięte na celownik przez policję. Co najmniej jedna ciężarna traci przytomność, a mały chłopiec dostaje histerii, kiedy jest ciągnięty po ziemi leżąc pod matką. Uzbrojeni, wygoleni na łyso policjanci mają na sobie szturmowe pancerze z widoczną odznaką CRS, niesławnych oddziałów Compagnies Républicaines de Sécurité, które wyróżniły się brutalnym traktowaniem „wrogów stanu” w czasie zamieszek studencko-robotniczych z maja 1968. Film z La Courneuve, któremu towarzyszy ścieżka dźwiękowa pełna wrzasków, płaczu i okrzyków „Zostawcie nas w spokoju!”, wywołał żądania powołania komisji do zbadania sprawy oraz ukarania winnych policyjnej brutalności.
Szlauchem w szumowiny
Pomimo że uwaga opinii publicznej zwrócona jest na legendarne francuskie siły prawa i porządku, nie ulega wątpliwości, że najbardziej podejrzanym dzisiaj o wzniecanie nienawiści rasowej jest prezydent Nicolas Sarkozy. To ten polityk, pamiętajmy, nazwał kiedyś awanturników z miejsc takich jak La Courneuve „szumowinami”, które należy „zmyć szlauchem”. Gdy był ministrem spraw wewnętrznych lubował się w swoim przezwisku „Le Top Cop” (Superglina) i to on wysyłał chmary uzbrojonych po zęby policjantów na najmniejszy sygnał o jakichkolwiek niepokojach, choćby nie wiadomo jak trywialnych.
Przewidywania snute wówczas, gdy obejmował władzę w 2007 r., sprawdziły się – prezydentura Sarkozy’ego okazała się dla Francji okresem narastających niepokojów społecznych, w tym zamieszek, takich jak w Grenoble na wschodzie kraju w zeszłym miesiącu. W czasie ulicznych bitew zniszczone zostały sklepy i samochody, a pomiędzy policją i młodzieżą doszło do wymiany strzałów. Natomiast podczas niepokojów w St-Aignan w centrum kraju zamaskowani młodzi ludzie napadli na komisariat policji po tym, jak mężczyzna narodowości romskiej został zastrzelony przez policję w trakcie pościgu samochodowego.
Niepowodzenie integracji zagrożeniem dla państwa
Sarkozy natychmiast winą za te niepokoje obarczył imigrantów i ogłosił szeroko zakrojony program mający ich spacyfikować. Oznaczało to „wojnę z przestępczością”, wyciągnięcie państwowej pały przeciwko temu, co określił jako poważne „problemy w obszarze bezpieczeństwa” powodowane przez „urodzone za granicą” niepożądane elementy. Prezydent, jak przystało na zawsze radykalnego prawicowego myśliciela, powiedział również, że będzie się odbierać obywatelstwo łamiącym prawo imigrantom, jak również obywatelom francuskim zagranicznego pochodzenia. Zasiłki dla imigrantów bez prawa pobytu zostaną zmniejszone, a kary dla przestępców podwyższone. Tymczasem policja Sarkozy’ego zaczęła najeżdżać obozy wędrownych Romów, jako że on sam obiecał wyrzucić ich z kraju, w sposób który porównany już został do czystki etnicznej.
„Odczuwamy dzisiaj konsekwencje 50 lat źle regulowanej imigracji, która doprowadziła do porażki projektu integracji”, dodał prezydent na wypadek, gdyby ktokolwiek wątpił, kogo uważa za największe zagrożenie dla stabilności państwa. Nie powiedział, gdzie według niego mieszczą się na tej skali kobiety w ciąży i dzieci, ale jego milczenie na temat filmu z Courneuve jest zaiste ogłuszające. Gdy się patrzy, jak Sarkozy próbuje zdystansować się do licznych problemów trapiących jego administrację, ma się nadzieję, że dramatyczne krzyki bitych młodych matek i płacz ich dzieci uświadomią mu, że atakowanie łatwych celów takich jak bezbronni imigranci do niczego nie prowadzi.
