Opublikowanie 23 lipca testów odporności, którym poddano banki europejskie, zapowiada jaśniejszy obraz zdolności głównych tychże banków do stawienia czoła nowemu kryzysowi. Zadowoleni z programów oszczędnościowych wprowadzonych w większości krajów inwestorzy już powrócili na unijne rynki.

Czy więc zarysowuje się już wyjście z tunelu? Oczywiście rynki z drżeniem serca oczekują publikacji, tego wieczoru, „stress-testów”, czyli „testów odporności”, które pozwolą ocenić rzeczywisty stan zdrowia banków Unii Europejskiej. Ale jeśli z szafy nie wypadnie zbyt wiele kościotrupów i zawartość testów okaże się zadowalająca, to powinno ostatecznie uspokoić inwestorów.

Powołanie wreszcie do życia Funduszu Stabilizacji Finansowej – dzięki zielonemu światłu ze strony Słowacji, która kazała na siebie czekać do 15 lipca – znacznie przyczyniło się do złagodzenia napięć na rynkach. Jak powiedział w rozmowie z Liberation premier luksemburski i szef Eurogrupy Jean-Claude Juncker, mamy odtąd w szafie narzędzie tortur niezbędne, by interweniować, jeśli rynki zaatakują jeszcze któryś z krajów strefy euro.

Chodzi o fundusze umożliwiające udzielanie kredytów w wysokości do 440 mld euro, do których trzeba dodać jeszcze 60 miliardów do pozyskania na rynkach. To działa odstraszająco. Ponieważ od kilku dni rynki zdają się już nie ulegać panice, która przez 6 ostatnich miesięcy kazała im atakować długi zaciągnięte przez państwa południa eurolandu. Oznaką tego jest szybka rekonwalescencja wspólnego pieniądza, który nadrobił dwa miesiące spadku swojego kursu w stosunku do zielonej waluty.

W ostatni piątek był przez krótki czas wart aż 1,30 dolara (od tego czasu kurs euro kształtuje się na poziomie 1,28 – 1,29 dol. – daleko od poziomu 1,19, na którym znalazł się w początkach czerwca). Nie zakłóciło tej tendencji nawet poniedziałkowe obniżenie przez analityków z korporacji Moody’s oceny stanu finansów Irlandii, a niedługo przedtem, 14 lipca – Portugalii.

Psychologiczny przełom

W poniedziałek New York Times wyraził w długim artykule zdziwienie tą „nagłą zmianą psychiki inwestorów”. I faktycznie – nie uciekają już ze strefy euro. Wręcz przeciwnie. Tak więc Grecji powiódł się powrót na rynki, gdyż 13 lipca zaciągnęła pożyczkę 1,65 mld euro, co prawda na wysoki procent (4,55 w ciągu 6 miesięcy), ale nie wyższy, niż przed 2 miesiącami, kiedy nie ogłosiła jeszcze swego planu oszczędnościowego.

Hiszpania, przez pewien czas zagrożona kryzysową infekcją, zdołała w lipcu bez trudności trzykrotnie wyemitować swoje obligacje państwowe. Taki sam sukces odniosły Portugalia i Włochy. A skoro tak się stało, Europejski Bank Centralny (EBC) znacznie spowolnił swoje zakupy długów państwowych i umorzył ponad 60 miliardów w obligacjach państw członkowskich. Oto znak, że sytuacja się normalizuje.

Inwestorów uspokoiły także programy oszczędnościowe przyjęte przez państwa dla uzdrowienia ich zdegradowanych finansów. Najostrzejszy z tych programów, grecki, zaczyna już przynosić efekty: niedawno Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Komisja Europejska pochwaliły znaczące postępy dokonane przez rząd w Atenach, który w pierwszym półroczu 2010 r. zdołał zredukować deficyt finansów publicznych o 50 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2009 r.

Zgoda Francji na niemiecki postulat drastycznego wzmocnienia paktu stabilności budżetowej, ogłoszona w tę środę, może tylko pogłębić wrażenie, że niemiecka kultura stabilności powraca w wielkim stylu. Ostatnim elementem, który pozwolił powrócić do łask strefie euro, jest silny niepokój inwestorów wywołany zwolnieniem tempa wzrostu gospodarki amerykańskiej, co każe się obawiać powrotu recesji.

Euroland wraca do zdrowia

Cała grupa stanów amerykańskich, takich jak Illinois, Kalifornia, Ohio, Michigan, Floryda czy New Jersey, znajduje się na krawędzi bankructwa... Inwestorzy dostrzegają, że sytuacja budżetowa Stanów (ale także Wielkiej Brytanii) jest wyraźnie gorsza niż Grecji czy Hiszpanii, a dług publiczny może według Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) osiągnąć, nawet przez najbliższe 30 lat, rozmiary nie do opanowania (od 300 do 500% PKB w W. Brytanii a w Stanach od 200 do 430%…).

Świadome tego wszystkiego rynki pozostają „z bronią u nogi”. Wskazuje na to poziom oprocentowanie mechanizmu ochronnego CDS (credit default swap), którym zabezpieczają się kredytobiorcy, aby uniknąć ewentualnych niedoborów ze strony państwa. Rynki wciąż stawiają na niewydolność płatniczą ze strony Grecji, ale także Irlandii, Hiszpanii czy Portugalii...

Kryzys związany z zadłużeniem państw nie zostanie zażegnany przed upływem 3 lat, twierdzi Laurence Boone. W oczekiwaniu na to rynki finansowe będą się dokładnie przyglądały projektom budżetów państw członkowskich UE na 2011 r., ogłaszanym jesienią. „Potrzebne są rygory, ale trzeba też unikać posunięć sprzyjających recesji, dodaje ta ekspertka.