Po sukcesie Geerta Wildersa w marcowych wyborach samorządowych spodziewano się, że populistyczny lider dokona podobnego przełomu w wyborach parlamentarnych 9 czerwca. Nie wzięto jednak pod uwagę kryzysu gospodarczego, który obecnie najbardziej martwi Holendrów, mimo że nie dotyka bezpośrednio ich kraju.

 

„Jak w słynnych słowach Billa Clintona – ’It’s the economy, stupid’ – kampania wyborcza w Holandii skupia się przede wszystkim na kryzysie gospodarczym, cięciach budżetowych i miejscach pracy”, podsumowuje Trouw. Choć ten kraj ma najniższą stopę bezrobocia w Europie (4,1 proc.), to właśnie kryzys zaprząta teraz myśli jego mieszkańców.

Pierwszą tego konsekwencją jest to, że liberałowie z partii VVD pod wodzą Marka Rutte prawdopodobnie wyjdą zwycięsko z wyborów 9 czerwca, uzyskując 36 miejsc w Stanach Generalnych (na ogółem 150 mandatów). „W niepewnych czasach elektorat okazuje się tradycyjnie mniej postępowy”, przypomina De Volkskrant, i to „pomimo tego, że za kryzys obwinia się wybryki liberalizmu”.

Imigracja pozostaje istotną kwestią

Drugi skutek jest taki, że w obliczu tego, co się dzieje, debata o integracji imigrantów spadła na dalszy plan, a to przecież ulubiony temat populisty i islamofoba Geerta Wildersa oraz jego ugrupowania PVV. „W ostatnich tygodniach Wilders wciąż uwypuklał skutki imigracji, ale nie wydaje się, by to coś mu dało. Przypuszczał, że jego raport o kosztach imigracji spoza Europy (w wysokości 7,2 mld euro rocznie) pozwoli mu zwrócić na siebie uwagę, ale prezentację raportu przyćmiła polemika dotycząca braku demokracji w jego własnej partii.

Co więcej, inne partie potrafiły zareagować na uproszczone wnioski zawarte w dokumencie, który przedstawił, twierdząc, że ’ocena kosztów ponoszonych w przypadku osób starszych i niepełnosprawnych byłaby równie niestosowna’”. De Volkskrant zauważa zresztą, że, co prawda, imigracja nie jest najistotniejszym tematem kampanii wyborczej, ale jednak odgrywa w niej ważną rolę. W swoich programach „VVD [liberałowie], CDA [chadecy] i w szczególności PvdA [socjaldemokraci] zbliżyli się do PVV”, chociaż, jak dodaje gazeta, „istnieją oczywiście duże różnice”.

PVV jako jedyna chce zlikwidować wszelką pomoc socjalną dla przybywających spoza kraju, ustalić maksymalną kwotę przyjmowanych azylantów na poziomie tysiąca osób rocznie i opodatkować noszenie islamskich chust. Pomimo „bezkompromisowego tonu Wildersa, który przeszkadza mu urosnąć w siłę”, jego partia może liczyć na 17–18 miejsc w parlamencie, czyli dwukrotnie więcej, niż ma obecnie. A ponieważ VVD nie wykluczyła wejścia w koalicję z PVV, może być i tak, że Geert Wilders znajdzie się w rządzie.

Balkenende nie jest przyzwyczajony do porażek

PvdA, która sądziła, że jej notowania wzrosną po tym, jak bardzo popularny Job Cohen stanął na czele listy po rezygnacji Woutera Bosa, odnotowuje spadek w sondażach. Ale i tak powinna zająć drugie miejsce, zdobywając 29 mandatów. Byłemu burmistrzowi Amsterdamu, który jest postrzegany jako polityk świetnie potrafiący budować consensus w wielokulturowym społeczeństwie, zarzuca się brak waleczności i stanowczości. Podczas jednej z wielu debat telewizyjnych „doprawdy nie wypadł on przekonująco” w starciu z Wildersem, zwłaszcza w kwestiach bezpieczeństwa, zauważa De Volkskrant.

A jak na tym tle prezentuje się CDA, z której wywodzi się dotychczasowy premier Jan Peter Balkenende? Ta partia wciąż leczy rany po lutowym upadku rządu, za który odpowiedzialność przypisuje się w dużej mierze jego szefowi, a sondaże dają jej zaledwie 21 miejsc w parlamencie. Ale wydaje się, że jej załamanie wiąże się przede wszystkim z tym, że od pewnego czasu dystansuje się ona od swej chadeckiej ideologii na rzecz liberalnego programu walki z kryzysem: „CDA głosi program VVD”, ocenia NRC Handelsblad.

„Aby ująć to w sposób kontrowersyjny: [Balkenende] przywiązuje większą wagę do uproszczenia przepisów dotyczących zwalniania z pracy i skracania okresu wypłacania zasiłku dla bezrobotnych, niż do zachowania podobieństwa do ChristenUnie [małej partii chadeckiej tradycyjnie zbliżonej do CDA]”. W rezultacie „Balkenende podtrzymuje wizerunek CDA, która chadecką ideologię traktuje niczym aromatyczną przyprawę maskującą liberalną potrawę, która nie pachnie już tak ładnie”. Jeśli sondaże mówią prawdę, to „Balkenende opuści” stanowisko lidera CDA, konkluduje NRC: „ktoś, kto był premierem przez osiem lat, nie zadowoli się stanowiskiem wicepremiera podległego Markowi Rutte. A ponadto Balkenende jest przyzwyczajony do zwycięstw, a nie do porażek”.