Partia Jean-Marie Le Pena w wielu regionach zdobyła 20% głosów, ten wynik osiągnięty w wyborach lokalnych z 14 i 21 marca zaskoczył wszystkich. Na obszarach wiejskich Pas-de-Calais (w północnej części kraju) córkę jej szefa, Marine, obdarzyło zaufaniem nawet ponad 22% wyborców, uwiodła ich retoryką, gdy stawała w obronie chłopów mających dosyć polityki rolnej Unii.
Na przeszklonych drzwiach małego merostwa Lisbourg (Pas de Calais) wywieszone są wyniki wyborów. Na pierwszym miejscu spośród 509 kandydatów – Marine Le Pen z 37,5% ogółu głosów. O dwadzieścia punktów procentowych więcej niż w wyborach regionalnych w 2004 r. Valérie Létard, „jedynka” na liście UMP [Unii na rzecz Ruchu Ludowego), zdobywa 32,7% i traci tym samym trzynaście punktów. Nigdy się dotąd takie rzeczy nie zdarzały w tym miasteczku, położonym w pełnej zieleni pagórkowatej, mlekiem płynącej krainie. Tutaj wszyscy są zwolennikami UMP, tak jak wszyscy są z dziada pradziada rolnikami. Willy Gallet, zastępca mera, zajmujący się wszelkiego rodzaju obchodami, wciąż nie może się otrząsnąć z tego, co się stało. „Coś podobnego, 133 głosy!” Faktem jest, że na liście Frontu Narodowego, na dobrym miejscu, był „ziomek”, jak mówi właścicielka kawiarni Chez Mimi. Został zresztą w niedzielę wybrany na radnego. „Olivier Delbé był człowiekiem UMP – wzdycha Willy Gallet. – I raptem, miesiąc temu, dowiedzieliśmy się z prasy, że startuje z listy Frontu Narodowego”.
„Tu nie ma imigrantów i nie ma przestępczości, nigdy nie zamykam drzwi do domu”
W innych okolicznych miasteczkach FN odniósł podobny sukces. Beaumetz-lès-Aire – 39%, Fléchin – 32%. „To nie były głosy oddane na konkretną osobę, tylko głosy niezadowolenia”, podsumowuje zastępca mera. Olivier Delbé nie prowadził kampanii pod tradycyjnymi hasłami partii Le Pena. „Tu nie ma imigrantów i nie ma przestępczości, nigdy nie zamykam drzwi do domu”, śmieje się rolnik Bruno, potężne chłopisko. Siedzi za nakrytym ceratą stołem w jadalni rodzinnego domu i spogląda drwiąco. Chodzi o coś innego: okoliczni chłopi zajmują się produkcją mleka, a spadek jego cen doprowadził wielu do ruiny.
Bruno prowadzi samodzielnie pięćdziesięciohektarowe gospodarstwo, czasem pomagają mu rodzice. Za tydzień da sobie spokój z mlekiem, za bardzo by się zadłużył, gdyby chciał się dostosować do unijnych norm. Woli się skupić na hodowli zwierząt przeznaczonych na mięso: owiec i bydła. „Ma rację Le Pen, kiedy mówi, że trzeba w pierwszym rzędzie być Francuzem, a dopiero potem Europejczykiem. Głosowaliśmy przeciw konstytucji europejskiej, a po jakimś czasie nasze ‘nie’ zamieniło się w ‘tak’. Nic dziwnego, że jesteśmy niezadowoleni, skoro tak to wygląda”, mówi.
„Sarkozy w ogóle się o nas nie troszczy"
Djamel Mermat, naukowiec i znawca FN, który zajrzał za kulisy partii podczas wyborów municypalnych w Hénin-Beaumont w 2008 r rozpoznaje w ostatniej kampanii „pazur” córki Le Pena. „Zdobyła między dwoma turami w regionie Nord-Pas-de Calais 70 000 głosów. Zbiera owoce swojej taktyki stosowanej na szeroką skalę: spotkania w terenie, nie tylko w dużych miastach, i powściągliwy język”. Lepenowska machina przetacza się przez cały kraj, w małych gminach kandydaci FN mogą czasem liczyć na pomoc, na przykład przy rozprowadzaniu ulotek. To gra obopólnie korzystna, wyłącznie na wewnętrzny użytek. „Jean-Marie Le Pen może sobie promować swoją córkę, jej i tak jest potrzebne wsparcie działaczy. Ona im daje swój profesjonalizm, ale liczy w zamian na głosy kolegów z partii”, tak rozumie Djamel Mermat taktykę Marine Le Pen.
Matka rolnika Bruna, Jeanne-Marie, też uważa, że wynik Frontu jest „czymś normalnym”. Pokazuje w stercie listów nieotwarte koperty z deklaracjami wyborczymi, mówiąc: „Nic nas to nie obchodzi”. Ubolewa, że dziś „gospodarz nie może wyżywić żony. Dwadzieścia lat temu mieliśmy piętnaście hektarów i stać nas było na to, by dokupić ziemi”. Bruno potwierdza: „Teraz są tacy, którzy mają i dwieście hektarów, a mimo to ich żona musi pójść gdzieś do pracy. Znam takiego, co wziął na 12 lat oprocentowaną na 105% pożyczkę i jeszcze przez dwa lata będzie pracował za nic. Od dziesięciu lat jest na utrzymaniu żony”. I dodaje półgłosem: „Sarkozy w ogóle się o nas nie troszczy, trzeba mu było dać nauczkę”.
