Ożywienie gospodarcze w Europie skłania rządy do podjęcia nowych kroków, których celem jest doprowadzenie do prawdziwego wzrostu. Ale podobnie jak przed rokiem, w chwili zagrożenia recesją, 27 krajów członkowskich nie jest w stanie uzgodnić wspólnej strategii „wychodzenia z kryzysu”, podkreśla Le Monde.

„Wyjście z kryzysu” stało się hasłem tegorocznej jesieni w Europie. Wielcy i mali, bogaci i biedni, dawni i nowi członkowie Unii Europejskiej w tym samym czasie, choć w różnym stopniu, dotknięci zostali kryzysem. Uniknąć recesji udało się niewielu. Jedynym chlubnym wyjątkiem jest Polska. Wszędzie gwałtownie podskoczyło bezrobocie, mimo pobudzających gospodarkę działań, które przyczyniły się do niespotykanego dotąd wzrostu deficytu finansów publicznych. Choć sytuacja zaczęła się dopiero stabilizować, rządy przygotowują się już do wychodzenia z zapaści. Jak to robią?

Przede wszystkim towarzyszą im obawy, ponieważ nic nie jest jeszcze przesądzone ‒ wprawdzie nie ma już mowy o niepohamowanym spadku, ale ożywienie jest w znacznej mierze wynikiem wycinkowych decyzji, takich jak wprowadzenie w wielu krajach premii za złomowanie samochodów.

Przywódcy europejscy zastanawiają się, czy, ryzykując ponowne pogorszenie sytuacji, powinni zrezygnować z terapii szokowej, jaką zaaplikowali swoim gospodarkom. I podobnie jak przed rokiem, kiedy szukali w pośpiechu leku na kryzys finansowy, myśląc wyłącznie o sobie, i tym razem nie potrafią się jakoś dogadać. A przecież temat miał być poruszany na szczycie w Brukseli 29‒30 października. Rozbieżność stanowisk dotyczy zarówno samych środków działania, jak i terminu odstąpienia od planów pobudzenia gospodarczego czy warunków powrotu do paktu stabilności.

Zające i żółwie

Niektóre kraje, takie jak Francja, Wielka Brytania i Hiszpania, pragnąc pozostawić sobie pole manewru, sprzeciwiają się rezygnacji z działań wspierających gospodarkę już od przyszłego roku. Inne, na przykład Niemcy, chcą wykorzystać nowe, bardziej optymistyczne prognozy (1,2% wzrostu dzięki ożywieniu eksportu) i szybciej powrócić do bardziej rygorystycznej polityki. Nowa centroprawicowa koalicja chrześcijańskich demokratów i liberałów, która lada dzień zamknie negocjacje, zamierza podobno obniżyć podatki od przedsiębiorstw już w 2010 r., a podatek od dochodów od 2011.

Brytyjczycy, którzy w trzecim kwartale wyszli z recesji, dowiedzą się dopiero po wyborach parlamentarnych, czyli po czerwcu 2010 r., na jaką politykę gospodarczą zdecyduje się ich rząd i w jakim tempie będzie ją wprowadzał w życie. Jeśli premier Gordon Brown utrzyma się przy władzy, będzie nadal wspierał wzrost gospodarczy. Zaplanował na rok podatkowy 2010–2011 wpompowanie w gospodarkę 30 miliardów funtów (33 miliardy euro) dodatkowych środków publicznych.

VAT, obniżony w najtrudniejszej fazie recesji, ma wzrosnąć z 15% do 17,5% od 1 stycznia przyszłego roku. Obecny premier zamierza przystąpić do ograniczania wydatków dopiero w 2011 r. Natomiast konserwatyści, jeśli tylko zwyciężą, wezmą się za to od razu. Brytyjski deficyt budżetowy ma osiągnąć w latach 2009–2010 12,4% PKB.

Ograniczanie wydatków publicznych

Brytyjscy konserwatyści to nie jedyni zwolennicy drastycznych cięć budżetowych. W Holandii centrolewicowy rząd Jana Petera Balkenende uprzedził już, że kraj będzie musiał się zdobyć na największy w czasach powojennych wysiłek. Plan oszczędności składa się z dwóch podstawowych działań – wiek emerytalny będzie stopniowo (do 2025 roku) podnoszony do 67 roku życia, a wydatki publiczne ograniczone o 20%. Gospodarka holenderska odnotuje 5% spadek wzrostu, a stopa bezrobocia osiągnie 8% wobec niemal pełnego zatrudnienia w ostatnich kilku latach.

Wzrost podatku jako lek na deficyt

Takiego właśnie wyboru dokonały niektóre rządy zmagające się z najpotężniejszym deficytem, na przykład Hiszpania i Irlandia. Socjalistyczny rząd José Luisa Rodrigueza Zapatero, który obniżył podatki w 2004 r., musiał się teraz zdecydować na ich podniesienie od 2010 r. Hiszpania jest w strefie euro tym krajem, który najwięcej wydał na plany pobudzenia gospodarczego, lecz mimo to nie zdołał powstrzymać gwałtownego skoku bezrobocia (18% ludności w wieku produkcyjnym) ani rozruszać gospodarki.

Według MFW będzie ona w 2010 r. jednym z niewielu krajów eurolandu nadal pogrążonych w recesji. Projekt budżetu na następny rok zakłada wzrost podatków bezpośrednich i przede wszystkim pośrednich w związku z zawrotnym powiększeniem deficytu finansów publicznych (10% w końcu roku).

Obniżki podatków

Konserwatywny szwedzki rząd Fredrika Reinfelda, który boryka się z deficytem po latach nadwyżki budżetowej, zapowiedział, że obniży podatek od dochodów emerytów i osób zatrudnionych w firmach oraz zmniejszy składki społeczne obywateli pracujących na własne konto. Natomiast socjaldemokraci, gdyby w 2012 r. znaleźli się znów u władzy, zamierzają przywrócić daninę od majątku, wprowadzić nową – od najdroższych mieszkań oraz zwiększyć podatek od dochodów.