Wezwanie do zakończenia działalności skierowane do grupy terrorystycznej, a ogłoszone 17 października podczas konferencji pokojowej w San Sebastián, nie zobowiązuje do bezwarunkowej kapitulacji. Ale tak jak to pokazuje proces w Irlandii Północnej, pewne warunki muszą być spełnione, jeśli naprawdę pragnie się pokoju.

Presja polityczna i stanowczość władz postawiły wreszcie ETA pod ścianą. A jeśli organizacja, zepchnięta na margines, potrzebowała pretekstu, by ogłosić ostateczny koniec przemocy, to wczoraj podała go jej na tacy Międzynarodowa Konferencja na rzecz Pokoju w Kraju Basków, która odbyła się w San Sebastián.

Zgromadzenie ważnych osobistości z zagranicy, nieobecność przedstawicieli hiszpańskiego i baskijskiego rządu oraz wydany na zakończenie pięciopunktowy komunikat to z pewnością wystarczające powody, by terroryści zadeklarowali ostateczną rezygnację z używania siły w najbliższej przyszłości. Co więcej, trudno sobie wyobrazić lepszy moment, by zakończyć ten dramat, a czego z taką mocą domaga się baskijska radykalna lewica.

Chociaż nie brakuje osób, które z nieufnością przyjmują ustępstwa w tekście komunikatu, to jednak wezwanie hiszpańskiego i francuskiego rządu, by podjęły negocjacje, a całego społeczeństwa, by dążyło do pojednania, nie zapominając jednocześnie o ofiarach i o ich rodzinach, pojawiało się już od dawna. Wprawdzie bez stanowczej postawy władz i wymiaru sprawiedliwości organizacja nigdy nie znalazłaby się tak blisko punktu, w którym jest gotowa zaniechać działań terrorystycznych, to jednak dotychczasowe starania nie wystarczyły, by przekreślić tyle lat brutalnej przemocy.

Ci wszyscy, którzy uparcie twierdzą coś przeciwnego, dobrze wiedzą, że w pewnym momencie konieczne będą pewne ustępstwa – nie należy ich mylić z polityczną rekompensatą – by ETA złożyła broń i zniknęła ze sceny. Założenie, że jedyną możliwą do przyjęcia opcją jest bezwarunkowa kapitulacja tej organizacji oznacza ignorowanie historii innych konfliktów, podobnych do tego, który ma dziś miejsce w Kraju Basków.

W istocie konferencja w San Sebastián przyjęła częściowo schemat wprowadzony w życie w Irlandii po to, by zakończyć konflikt, i tam nie od razu domagano się rozwiązania IRA, na początku żądano jedynie definitywnego odejścia od przemocy. W następnej kolejności trzeba było zająć się więźniami politycznymi, tak jak to z pewnością nastąpi w Kraju Basków, i nadal prowadzić politykę zmierzającą w obranym kierunku. Warto o tym pamiętać, aby uniknąć dominacji fundamentalistów.

To logiczne, że na konferencji nie było przedstawicieli Partii Ludowej (PP), zważywszy ich dotychczasową historię. Ale jeśli, jak wszystko na to wskazuje, to oni będą sprawować władzę, kiedy dojdzie do rozwiązania ETA, powinni okazać dalekowzroczność i gotowość do kompromisu. To, że Mariano Rajoy rozważa możliwość kierowania tym procesem wspólnie z Partią Socjalistyczną i Nacjonalistyczną Partią Basków, to dobry znak.